13 stycznia 2015

Bourjois Contour Edition Contour Levres nr 03 - konturówka w pięknym odcieniu różu

Przyznam szczerze że nigdy wcześniej nie stosowałam konturówki do ust - zawsze radziłam sobie z samą pomadką, ewentualnie nakładałam ją pędzelkiem, by zachować ładny obrys ust. Okazało się jednak, że konturówka to bardzo przydatny kosmetyk :)


Nawet dla początkującej jest banalnie prosta w użyciu. Idealna ostrość kredki pozwoliła mi błyskawicznie obrysować moje usta. Jej nie za miękka, ani nie za twarda końcówka sprawiła, że kontur wygląda naturalnie, a sam kosmetyk bardzo ładnie i precyzyjnie rozprowadza się na wargach. Dzięki niej mogę wydobyć prawdziwe piękno moich warg i uwydatnić je w kilka chwil :)

Pierwszy sposób jej użycia to klasyczny, zgodnie z przeznaczeniem - obrysowuję usta i dodaję ulubioną pomadkę w podobnym odcieniu. Tak pomalowane usta wyglądają ponętnie, kusząco, a makijaż utrzymuje się przez cały dzień. Drugi sposób, to po prostu nałożenie konturówki na całe usta, zamiast pomadki. I to właśnie w ten sposób konturówka ta podbiła moje serce. Nałożona na całe usta wygląda po prostu niesamowicie - jak najlepsza, matowa pomadka. Kolor pięknie stapia się z naturalnym kolorem ust, całkowicie zmienia twarz, podkreślając w niej to, co najpiękniejsze. Nie da się przejść obok takich ust obojętnie ;) Ponadto, konturówka nałożona w ten sposób nie podkreśla suchych skórek, nie zbiera się w załamaniach ust, ani trochę się nie ściera, nawet przy jedzeniu, piciu, czy pocieraniu ust o chusteczkę. Jej trwałość jest po prostu rewelacyjna! No i co najważniejsze - nie wysusza ust. Koniecznie muszę przetestować inne kolory.

w pomieszczeniu, w naturalnym świetle

w naturalnym świetle z promyczkami słońca ;)

I jak wam się podoba? Używacie konturówek jako pomadek?

No i zapomniałabym spytać - macie jakieś postanowienia noworoczne? Jeśli nie wymyśliłyście żadnych, albo nie lubicie takich 'radykalnych' postanowień które zwykle wcale nie motywują do działania to to, bardzo proste postanowienie, przyjemne w realizacji, może wam się spodobać:

WW związku z nim na blogu na pewno niedługo pojawią się kolejne pomadki w ciemnych, wyrazistych, ciekawych kolorach! :)

6 stycznia 2015

Zapowiedź nowej paletki Classic Lovely Make Up Kit

Pamiętacie jaki szał robiła paletka Lovely Nude Make up Kit? Pojawiała się na wielu blogach, a wiele dziewczyn porównywało ją do słynnej paletki Urban Decay Naked 2 z powodu niemalże identycznego zasobu kolorów, a nawet ich ułożenia w palecie. Kusiła, bo dawała nadzieję na tańszy zastępnik wspomnianej wyżej paletki, a w dodatku była na wyciągnięcie ręki (dostępna w każdej drogerii Rossmann). A nawet jeśli któraś kobieta paletki Naked 2 nie zna i nigdy nie widziała, na pewno zauroczyła ją kolorystyka paletki Lovely, dlatego nie ma się co dziwić, że znikały one w mgieniu oka z półek.

Już wkrótce, bowiem od lutego, w drogeriach Rossmann dostępna będzie kolejna, druga wersja kolorystyczna paletki o nazwie Classic Make up Kit. Miałam już przyjemność ją przetestować, dlatego dzielę się dzisiaj z wami opinią o niej. Będziecie miały jeszcze sporo czasu by zastanowić się, czy wrzucicie ją do swojego koszyka! :)

Zacznijmy od tego, co w niej najlepsze - zwróciłyście drogie panie uwagę na to, jak pięknie ta paletka się prezentuje? Spoglądające na nas przez szybkę cienie wyglądają zachwycająco - piękne, raczej ciepłe kolory, o dużym nasyceniu i dwóch wykończeniach - matowym lub błyszczącym. 12 klasycznych odcieni nawiązujących do koloru skóry (kremowy i delikatne róże), a także ziemi (od brązów aż po czerń), ułożonych w kompozycję, która daje nam niezliczone możliwości stworzenia dokładnie takich makijaży, jakie chcemy.  



No ale... paletka ma też niestety swoje minusy:  
- Przede wszystkim, chociaż cienie w paletce wyglądają na intensywne i głębokie, okazuje się że ich pigmentacja jest bardzo słaba. Na skórze stają się mocno prześwitujące, blade, słabo nasycone kolorem. Jeśli chcielibyśmy uzyskać zadowalającą pigmentację, na powiekę musimy nałożyć bardzo grubą warstwę cieni. 
- Są niezwykle sypkie, co utrudnia wykonywanie makijażu pędzlami. Cienie nakładane na pędzel tworzą pyłek, składający się z okruszków pigmentu. Podczas nakładania go na skórę, okruszki te obficie się osypują, trafiają na nasze policzki i psują cały makijaż. 
- Cienie nie różnią się za bardzo między sobą na powiece, co spowodowane jest ich słabą pigmentacją. Co z tego, że użyjemy 4 różne cienie na górnej powiece, skoro i tak zleją się one w jedną plamę koloru? Bardzo możliwe, że dzieje się tak również przez ich sypkość - cienie po prostu nie przenikają się, a rozmazują ze sobą. 
- Nie są trwałe - wystarczy przypadkowo dotknąć palcem powiekę, by zetrzeć z niej część makijażu. Po kilku godzinach makijaż raczej nie przypomina początkowego.  




Dla kogo zatem jest paletka?  
- dla młodych dziewczyn, które dopiero zaczynają przygodę z makijażem i nie mają dużych wymagań co do pigmentacji cienia (nawet lepiej, gdy nie są one tak wyraziste) 
- dla osób, które malują powieki w bardzo prosty sposób (np. tylko jeden cień na górnej powiece) 
- dla cierpliwych, którym nie przeszkadza osypywanie się cieni podczas makijażu
- dla osób, które cienie lubią nakładać na mokro




Skusicie się, czy może jednak wolicie bardziej profesjonalne kosmetyki?

Dostępna od lutego 2015 roku w drogerii Rossmann
Cena: 12.99 zł

3 stycznia 2015

Moje pierwsze spotkanie z Cece Med - odżywka Jedwab włosy suche i zniszczone

Dziś zapraszam na post o moim pierwszym jak dotąd kosmetyku firmy Cece Med - odżywce Jedwab do włosów suchych i zniszczonych. Czy okazał się pozytywnym zaskoczeniem i przekonał mnie do zakupu kolejnych produktów tej firmy?


Odżywka ta z kilku powodów znalazła się w moim koszyku:
- wtedy akurat pilnie potrzebowałam jakiejś odżywki,
- nigdy dotąd nie miałam żadnego kosmetyku tej firmy,
- odżywka była przeceniona akurat z 29,99 zł na 15,99 zł,
a przede wszystkim dlatego, że parę tygodni wcześniej podczas wizyty u fryzjera moje włosy zostały spryskane jakimś kosmetykiem w spray'u właśnie tej firmy, który pięknie pachniał i po którym moje włosy były bardzo mięciutkie. Postanowiłam więc przetestować tą odżywkę zupełnie w ciemno, nie sprawdzając przed zakupem opinii w internecie (a rzadko mi się zdarza kupić coś bez tego).


I niestety, już na samym początku muszę przyznać, że nie bardzo wiem co o niej powiedzieć, gdyż odżywka ta po prostu niewiele zrobiła z moimi włosami. Po takiej wysokiej cenie regularnej (30 zł za 300 ml) spodziewałam się naprawdę rewelacyjnych efektów i włosów jak po wyjściu od fryzjera. No niestety, muszę was zmartwić - nie spełniła ona połowy moich oczekiwań. Już podczas nakładania jej na włosy pojawił się pierwszy zgrzyt - bardzo lubię, gdy czuć, że odżywka dobrze rozprowadza się po włosach. Niekoniecznie musi się pienić, ale po rozsmarowaniu jej na włosach lubię, gdy stają się one takie śliskie, gładkie w dotyku - gdy po prostu można poczuć, że włosy pokryte są odżywką. Tu był z tym spory problem - włosy dalej były takie szorstkie, jak to zmoczone wodą włosy bywają, odżywki nie było czuć na kosmykach. Nie wiedziałam więc, czy dobrze ją rozprowadziłam i czy wystarczająco dużo jej nałożyłam, dlatego musiałam użyć jej znacznie więcej, niż było to zapewne potrzebne. Po spłukaniu jej wodą również nie było takiego efektu 'wow', jaki doznaję zawsze po użyciu chociażby maski z Kallosa, kiedy to włosy od razu są lejące, śliskie, mięciutkie, takie jakby pokryła je tafla wody. Od razu zaczęłam się obawiać, że będzie duży problem z rozczesaniem włosów po umyciu. Okazało się na szczęście, że jakiejś tragedii nie było, ale też odżywka nie ułatwiła mi tego zadania. 




Po wysuszeniu włosy widocznie nabrały objętości, co jest sporym plusem tej odżywki, ale niestety nie były one wystarczająco nawilżone i gładkie. Zużyłam ją dość szybko, gdyż nie jest zbyt wydajna, ale szczerze - zupełnie tego nie żałuję. Odżywka ta nie jest wcale zła i nie zrobiła krzywdy moim włosom, ale też nie przyczyniła się do ich ładnego, zdrowego wyglądu. Są kosmetyki, które znacznie lepiej wpływają na moje włosy i to właśnie po nie wolę sięgać.


A może inne produkty Cece Med są jednak warte uwagi? Może któraś z was miała jakiś kosmetyk w spray'u tej firmy, który mógł być tym samym co u mojego fryzjera i podzieli się opinią o nim? :)

27 grudnia 2014

Szybka i zdrowa opalenizna do Sylwestra - czy to możliwe?

Są dwie pory w ciągu roku, kiedy większość z nas przypomina sobie o tym, że chciałaby być nieco bardziej opalona - tuż przed wyjazdem na wakacje, by na plaży nie straszyć białą skórą oraz przed większym wyjściem, szczególnie takim jak noc sylwestrowa. Czy jest jakiś szybki sposób na to, by nie korzystając z solarium, w kilka dni nabyć ładnego, zdrowego kolorytu skóry? Jasne że jest, przecież nie od dziś wiemy, że rynek oferuje nam wiele rodzajów kosmetyków samoopalających.

Nikt jednak nie chciałby usłyszeć o sobie słów "wygląda, jakby wysmarowała się samoopalaczem''. Wiemy, że określenie to nie wzięło się znikąd i nie musiałyśmy wcale samoopalaczy używać, by dowiedzieć się, że niektóre z nich tworzą okropne, pomarańczowe plamy i smugi. Jeśli więc do tej pory nigdy nie stosowałaś samoopalacza i zastanawiasz się, czy zaryzykować, czy warto, czy to będzie ładnie wyglądało i czy nie zrobisz sobie szkód tym kosmetykiem, ta recenzja jest w sam raz dla Ciebie :)

Dermedic Sunbrella - Nawilżający samoopalacz o przedłużonym działaniu


Do tej pory obawiałam się, że nie będę w stanie idealnie dokładnie rozprowadzić samoopalacza po skórze i będę niczym krówka - w łatki. Dlatego też bardzo rzadko sięgałam po tego typu kosmetyki i tak naprawdę samoopalacz Dermedic Sunbrella jest pierwszym, którego użyłam więcej niż jednokrotnie :) Jako początkująca, sięgając po ten kosmetyk, zastanawiałam się przede wszystkim, czy moje starania w dokładności rozprowadzenia samoopalacza będą wystarczające. I kolejna bardzo ważna kwestia, jako że jestem posiadaczką jasnej karnacji - czy samoopalacz ten da mi w miarę naturalny efekt i będę się z tym efektem czuła dobrze? 

Rozprowadzanie - czy można uniknąć smug i plam?
Przede wszystkim muszę pochwalić to, że samoopalacz Sunbrella faktycznie nie stworzył smug czy plam na mojej skórze - jedna mała plamka zdarzyła mi się za pierwszym razem w okolicy łokcia, czyli w takim miejscu na które trzeba szczególnie uważać przy aplikacji samoopalaczy. W internecie jest bardzo wiele rad, jak przygotować ciało na taki kosmetyk, by zminimalizować ewentualne wpadki. Za każdym kolejnym razem nie miałam już żadnych problemów z aplikacją kosmetyku, więc wystarczy trochę precyzji, dokładności i sporo wcierania, by zapobiec plamom i smugom. 

Czy nie przerażę się bardzo mocnym efektem już po pierwszym nałożeniu?
Efekt po pierwszym nałożeniu jest widoczny już po kilku godzinach i nie jest to raczej skóra 'delikatnie muśnięta słońcem', ale od razu staje się opalona. Najbardziej ta różnica widoczna jest na twarzy, dlatego tutaj radziłabym uważać, by nie przesadzić. Osoby o bardzo jasnej karnacji, nieprzyzwyczajone do stosowania tego typu kosmetyków mogą być mocno zdziwione tym, że samoopalacz ten naprawdę szybko i widocznie działa. Dlatego polecam zrobić taką 'próbę' na kilka dni przed większym wyjściem, by uniknąć rozczarowania. Z kolei osoby, które lubią intensywną opaleniznę, albo mają średnią karnację, na pewno będą zadowolone z tego, jak szybko działa samoopalacz. Efekt można stopniować, decydując się albo na nakładanie go każdego dnia, albo zdecydowanie rzadziej - wszystko zależy od nas. No i co najważniejsze - efekt to odcień brązu, a nie pomarańczka.


Czy samoopalacz nie wysuszy mojej skóry?
Na szczęście samoopalacz ten faktycznie ma działanie nawilżające - działa na naszą skórę w zasadzie jak balsam do ciała. Nie wysusza jej zatem, ani też nie pozostawia na niej tłustej warstwy.

Czy samoopalacz brudzi?
Nie zauważyłam żadnych śladów na ubraniach, ręcznikach czy pościeli, więc śmiało można stosować. Na pewno jednak powinno się odczekać chwilę po aplikacji i nie zakładać od razu ubrań.


Czy ma on brzydki zapach?
Zmora wszystkich samoopalaczy - paskudny, duszący, chemiczny zapach. Tutaj mamy o tyle dobrze, że przy nakładaniu go w ogóle nie czuć, ani też na szczęście nie pojawia się on na skórze. Czujemy go dopiero gdy dojdzie do kontaktu samoopalacza z wodą, czyli chociażby w czasie kąpieli.

Czy podrażnia skórę? 
Mojej, dość wrażliwej skóry, absolutnie nie podrażnił - ani na ciele, ani nawet na twarzy.



Jeśli tak jak ja bałaś się do tej pory samoopalaczy, warto spróbować właśnie ten :) Pamiętaj tylko o odpowiednim przygotowaniu (peelingu i nawilżeniu) okolic łokci, nadgarstków, kolan i kostek - tak na wszelki wypadek. Dobrze rozsmaruj samoopalacz na kilka dni przed wielkim wyjściem, by sprawdzić czy dany efekt ci odpowiada i ciesz się bardziej brązową skórą w szybki i zdrowy sposób :)

Dostępność...
Jeśli chciałybyście się skusić na ten samoopalacz i sprawdzić, czy i u was zda on egzamin, tutaj możecie sprawdzić gdzie najbliżej waszego miejsca zamieszkania znajduje się apteka, w której dostępne są kosmetyki Dermedic. Wystarczy wpisać kod pocztowy lub województwo. Na tej samej stronie znajdziecie również odnośnik do aptek internetowych, gdzie możliwe są zakupy on-line. 
http://www.dermedic.pl/